27-04-2016 ania

Miłość nie zna granic. Węgierska mistyczka i stygmatyczka która włączyła się w dzieło odkupienia.

Historia mówi, że aby  powstrzymać zło świata, wystarczy czasem kilku oddanych Bogu świętych, którzy łącząc się z Chrystusem, ofiarują swoje życie, za ratowanie miast, czy całych narodów.

Taką ukrytą świętą, była Erzsebet Galgoczy ( 1905-1962) – węgierska mistyczka i stygmatyczka, która 28 lat życia spędziła leżąc w łóżku, a swoją chorobę i niewyobrażalne cierpienia ofiarowała Bogu między innymi za Węgry. Czy jej świętość pomogła Węgrom wyzwolić się spod komunistycznego ucisku i stać się wolnym i niezależnym państwem ?

Pierwsze cierpienie.

Urodziła się w ubogiej rodzinie jako dziesiąta z jedenaściorga dzieci. Ojciec zmarł gdy miała dwa lata. Od dzieciństwa towarzyszyły jej najróżniejsze choroby a przed pierwszą komunią uległa przedziwnemu wypadkowi. Podczas zabawy z siostrą, nieopatrznie wskoczyła do kotła z wrzącą wodą. Siostra szybko ją wyciągnęła, ale by mama nie usłyszała strasznego krzyku, przykryła Erzsebet kocami a do buzi wepchnęła kostki cukru. By rozjaśnić pokój, chciała zapalić świece ale ogień z zapałki podpalił włosy Erzsebet, które całkiem spłonęły. Wtedy siostra zarzuciła jej jeszcze jeden koc na głowę.  Matka przypadkiem spostrzegła co się dzieje a gdy przyszedł lekarz, stan Erzsebet był krytyczny. Jej ciało ugotowało się pod kocami. Przez rok leżała lecząc oparzenia. a matka, bardzo wierząca kobieta, już wtedy tłumaczyła jej jak wielką wartość ma cierpienie i że można je ofiarować Bogu.

Bohaterski czyn. Żeby zobaczył że Go kocham.

Był to czas terroru komunistycznego, powstała Węgierska Republika Rad, która tępiła kościół katolicki. W 1919 roku, państwo zostało zaatakowane przez wojska Rumuńskie i Czeskie. Szolnok, miasto w którym mieszkała Erzsebet stało się miejscem intensywnych walk.
Dziewczynka pewnego dnia usłyszała rozmowę, w której mówiono o kościele po drugiej stronie rzeki, w którym zostały naczynia liturgiczne, szaty, monstrancja, oraz puszka konsekrowanych Hostii. Nikt jednak nie odważył się przejść przez miasto, aby to przynieść. Erzsebet pisze: „Na początku nie wiedziałam o co chodzi. Kiedy jednak dotarło do mnie, że uratowanie Jezuska byłoby wielką sprawą, moją dusze napełniła radość. Od tej chwili wciąż zastanawiałam się co mogłabym zrobić, by On mógł zauważyć, że Go kocham.”
I pewnego dnia poszła. Żołnierze strzelali, a ona biegła przez most całkowicie nieosłonięta. „ Biegłam przed siebie do celu- do kościoła na zamku!” Gdy była już na miejscu starając się zabrać ukrytą w tabernakulum Hostię i parę innych rzeczy, nagle od potężnych bombowych wystrzałów zawaliła się wieża wpadając do środka kościoła. Gdy wreszcie udało jej się wyjść, jedyną drogą powrotną była rzeka. Owinęła puszkę z Hostią w szaty liturgiczne i trzymając wszystko w górze, przepłynęła rzekę. „Mamusia z bezgranicznym uszanowaniem rozpakowała to, co przyniosłam. Płakała ze wzruszenia”

Bunt i akceptacja.

W czwartej klasie szkoły podstawowej rozpoczęła się choroba, która okazała się trwającą 28 lat drogą krzyżową. Najpierw zapalenie płuc, potem gruźlica, a później pojawiające się wciąż nowe, nie mające medycznego wyjaśnienia dolegliwości, wobec których lekarze byli bezradni. Przez 18 miesięcy leżała w szpitalu, gdzie, aby nie płacić za leczenie, pozwoliła, by przeprowadzano na niej upokarzające doświadczenia medyczne. Wtedy jeszcze, nie umiała pogodzić się z cierpieniem. „Jak długo mam jeszcze leżeć. Bardzo chciałam być zdrowa. Miałam gorące pragnienie, by zostać zakonnicą na misjach, dlatego nieprzerwanie odmawiałam nowennę do Matki Bożej aby mnie uleczyła.”
W szpitalu, patrząc na cierpienia innych chorych, zaczęła prosić Jezusa, by mogła wziąć je na siebie. Była zaskoczona, gdy Bóg zaczął wysłuchiwać jej próśb. Ludzie odzyskiwali zdrowie, a ona przejmowała ich choroby.

„Moja dusza nieskończenie wiele zawdzięcza pierwszemu spowiednikowi. On zaczął mi uświadamiać, że także leżąc w łóżku mogę coś dawać Jezusowi, i pomagać misjom. Namawiał, bym ofiarowała w ich intencjach moje cierpienie, pragnienie wyzdrowienia, wszystko to, co trudne i co boli… Ta myśl mnie uszczęśliwiała. Świadomość, że ja… drobinka… nawet ja mogę coś ofiarować!… A kiedy zrozumiałam także to, że moimi udrękami mogę przynosić Jezusowi radość, to – wstydzę się pisać – w mojej dziecięcej naiwności czułam się wręcz dumna ze swej choroby, dzięki której mogę ratować dusze”. Pisała: „ Nie wątpię Panie, że kaganek mej miłości ma znaczenie w ciemnej nocy grzechu, że ugasi ogień piekielny, że moja modlitwa dotrze do Ciebie poprzez huragan niegodziwości i że moja ofiara złamie przerażającą silę grzechu.”

Korona cierniowa.

Pewnego dnia odwiedziła ją nieznajoma „piękna Pani”, która rozmawiając z nią o miłości i wartości cierpienia, poprawiała pościel i pielęgnowała w chorobie. „ Była tak pełna czułości, że chciało mi się do niej przytulić i popłakać. Pokochałam ją do szaleństwa”. Pani przychodziła do niej codziennie a Erzsebet myślała, ze to ktoś z sąsiedztwa. Nikt jednak oprócz niej, nie widział kobiety. Pewnego razu Piękna Pani zabrała ją w podróż do Nieba, i dopiero wtedy Erzsebet  zrozumiała, że to sama Maryja.
Erzsebet została obdarzona stygmatami. Najpierw na rękach i nogach, potem koroną cierniową. W jedną z nocy Bożego Narodzenia, Maryja zabrała ją do Betlejem i pokazała małego Jezuska, który bardzo płakał. Miał na głowie koronę cierniową. Erzsebet zapytała Maryję dlaczego nie zdejmie Mu tego, a Ona odparła ze smutkiem, że nie może, cierpienie może odejść tylko wtedy, gdy ktoś podejmie się wziąć ten ból na siebie. Wtedy Erzsebet powiedziała, że ona weźmie. „Maryja zapytała: „Naprawdę przyjmiesz ?”. Natychmiast zdjęła koronę z głowy Jezuska i włożyła na moją. Poczułam wówczas tak wielki ból, że omal nie zemdlałam”

galgoc1

Ojczyzna.

Erzsebet łączyła wszystko z ofiarą Chrystusa by uczestniczyć w Jego dziele odkupienia. Swoje cierpienia często ofiarowała za Węgry. „Cóż ja mogłabym zrobić dla ratowania naszej Ojczyzny (…) tysiąc razy ofiarowałam życie w intencji  jej wyzwolenia. Fizycznie czuję się śmiertelnie chora. Czy można spać, gdy kochana Ojczyzna krwawi tysiącem ran? (…) Leżę cicho na słomie, temperatura dochodzi do 41 stopni, rany zamieniły się w małe robaczki, które wwiercają się w ciało i mam wrażenie jakby ich gorące zęby odgryzały mięso do kości. Chciałabym wynagradzać aż do męczeństwa, aż do ostatniej kropli krwi. Teraz już śpię co noc tylko po dwie godziny, dzieląc czas na modlitwę i przemierzanie bezkresów. Maryjo, pomóż mi się modlić za kochaną Ojczyznę! Powiedz, co mam czynić, by powstrzymać czekające ją cierpienia.”

Pragnę wynagradzającego wojska. W końcu moje Niepokalane Serce zwycięży.

 Pewnego dnia Maryja powiedziała: „ Naśladuj pokorę, łagodność, prostotę i samotność człowieczeństwa Jezusa! Pragnę, żebyś mu wszystko oddała i  niczego nie zachowała dla siebie! Trzeba ci być  ubogą, małą, opuszczoną, byś mogła w pełni zrozumieć samotność Ukochanego Zbawiciela na Kalwarii”.
Innym razem Matka Boża wyjaśniała Erzsebet: Zbłąkani i grzesznicy nawrócą się za cenę cierpienia i krwi niewinnych i sprawiedliwych, którzy biorą udział – jako członkowie mistycznego Ciała Chrystusa- w Jego cierpieniu, śmierci i odkupieńczym dziele. Są takie dusze, ale jest ich mało. Pragnę wynagradzającego wojska modlącego się za pokój na świecie. W końcu moje Niepokalane Serce zwycięży nad całym światem i poznają Jego moc”.

Pod koniec życia, Erzsebet napisała:

„Kiedy 28 lat temu położyłam się do łóżka, nawet nie śmiałam pomyśleć, że może to trwać tak długo. Początek był bardzo trudny. Tak pragnęłam wydobrzeć! Ciągle, bez ustanku modliłam się tylko o uzdrowienie. Odmawiałam jedną nowennę za drugą. (…) W tych 28 latach musiałam przeżyć niewypowiedzianie dużo męki. I dziś, gdy znam wszystkie cierpienia, upokorzenia, jeśliby ktoś zapytał, co bym wybrała, gdybym mogła znowu zacząć wszystko od początku: czy chciałabym być zdrowa i pojechać na misje, czy raczej przecierpiałabym ten czas raz jeszcze?… Bez chwili wahania wybrałabym ponownie te 28 lat. Moje męczarnie miały głębokość morza, ale było w nich również sięgające nieba szczęście. Niewysłowione duchowe szczęście! Nie zamieniłabym się z nikim.”

Galgóczy-Erzsébet-pap

Czy cierpienie ma sens?

Bóg zszedł ze swojego tronu, by doznać wszelkich cierpień, których może doświadczyć człowiek: bólu fizycznego, poniżenia, odtrącenia, śmierci. Dał się ukrzyżować by mnie zbawić. Nie przyszedł po to, by znieść cierpienie i zło, ale by przezwyciężyć je miłością. Krzyż, który dla ludzi jest znakiem klęski, dla Boga jest miejscem przełamania zła. Jan Paweł II mówi, że „odkąd Chrystus wyniósł ludzkie cierpienie na poziom odkupienia, każdy jest wezwany do uczestnictwa w tym cierpieniu” Nie mamy pragnąć krzyża, ale przyjęcie tego, który pojawia się w życiu, pozwala odkryć najintymniejszą relację bliskości z Bogiem. By być świętym, nie potrzeba czynić wielkich rzeczy, wystarczy głupstwo krzyża. Trzeba stać się małym i ubogim jak dziecko, i złączyć swoje cierpienie z cierpieniem Chrystusa by ofiarować je dla zbawienia innych.
To mało? To heroizm, ale dostępny dla każdego.
 Czy teraz w Polsce są tacy ukryci święci, którzy bez rozgłosu wstawiają się za naszym krajem? Oby byli. I oby Bóg przyjął ich modlitwy….

 

Anna Musiał

Na podstawie książki „Miłość nie zna granic – stygmaty i doświadczenia mistyczne Erzsebet Galgoczy”
wstęp: ks. Robert Skrzypczak

galgoczy-e_31